Subscribe:

sobota, 28 lipca 2012

Teorie spiskowe? Buahahahaha :D

Powiedzcie mi, o co chodzi z tą manią na teorie spiskowe? Bo w sumie to już jest tak śmieszne, że aż przestaje być śmieszne... albo na odwrót.
Znacie to?
- NWO,
- Blue Beam,
- Chemtrails,
oraz nasza rodzima, Polska teoria pod nazwą: "A w 43 s. słychać strzały"?
Na prawdę strach się bać, jak tak się w to wszystko człowiek wsłucha.
Kiedyś tak nie było. I wiem, co teraz pomyślą osoby, które jednak w tego typu "prawdy" wierzą:
"Nie było? NIE BYŁO? Ależ owszem, że oczywiście, że ależ nie masz racji, że było, tylko wiesz... jedynym masmedium była poczta pantoflowa, szumiące radio i cenzurowana telewizja. Teraz mamy nasz ukochany, uwielbiony, nieomylny, boski internet i żadne spiski nie są w stanie się ukryć przed wypłynięciem do umysłów wszystkich ludzi, nawet tych mieszkających w plemionach amazońskich."
No i jak tu się nie zgodzić z takimi torami myślenia?
Dobrze więc... Nie będę się sprzeczać, bo... nie mi się sprzeczać... MI! Posłusznej wam i uniżonej blogerce, która przecież ma zaledwie dwadzieścia...coś lat i jeszcze gó*** widziała i gó*** wie.

A teraz spróbujemy obalić. na mój światowy umysł, te wszystkie bajki konspiracyjne.
NWO - Nowy Porządek Świata...
Nie wiem jak to obalić, bo jak można obalić np. teorie o zamieszkiwaniu naszych pięknych lasów przez smerfy?
Albo inaczej. Obalmy to tak po ludzkiemu, albo jeszcze inaczej... po Chasdijemu ;)
Po cholerkę tym ludziom władza nad nami, zwykłymi szarakami? No po co?
Pieniądze? I tak mają tyle pieniędzy, że nasze marne 1200 zł miesięcznie wydaje się za pewne dla nich śmieszne.
Władanie nami, byśmy im tyłki lizali?
Buahahahaha! Widzieliście wy kiedyś pospolitego Polaka liżącego komuś tyłek? Nie chodzi tu o szefa z pracy, czy kogoś w tym stylu, bo to w sumie nie jest takie lizanie dla lizania, ale lizanie by tego szefa udobruchać, a potem dostać wymarzoną podwyżkę. Czyli znów to ten szarak jest górą.
A poza tym... chcielibyście mieć wszystkich ludzi pod swą stopą? Co to za radocha? Banda wrzeszczących, kłócących się o wszystko człowieczków. No chyba, że NWO chce się nas pozbyć. To zmienia postać rzeczy. Ale tylko o odrobinkę, bo gdyby już ktoś chciał nas wszystkich wyplenić, to dawno by to zrobił, bo za pewne już nie jedno państewko ma takie zaplecze nuklearne, że nie tylko Ziemia by poleciała, ale i o sąsiednie planety by targnęło.
I druga rzecz: nie wiem, po co im świat bez ludzi i zwierząt (bo i im by się pewnie oberwało)? Widzicie w tym jakiś cel? Skoro już tak wielką władzę mają, to po co to wszystko zmieniać?
Nie widzę sensu. Ale to wyłącznie zdanie waszej uniżonej Chasdiji.

Blue Beam
To już w ogóle wymiata... Poza tym, że na YT jest pełno filmów, z których to 99,5% powstało przy "skromnym" udziale photoshopa bądź innego programu do korekcji grafiki bądź też filmów.
Moje ulubione stwierdzenie, którego się naczytałam od chorobci i ciut ciut: Blue Beam w ostatniej fazie ma spowodować, że na niebie pojawi się twarz Jezusa, mająca przekonać ludzi do Dnia Ostatecznego - Ponownego Nadejścia Zbawiciela.
Aha... Ok... Wątpię, że się na to zgodzą inne religie, dla których Jezus nie ma większego znaczenia. Jest duża szansa, że wyniuchają w tym podstęp (jak już by on nastąpił).
Odpowiedz:
>> Specjalne fale będą przedostawać się do naszych mózgów tak, że każdy człowiek <<

>> będzie widział bezpośrednio w swym umyśle obraz boga <<
>>  odpowiadającego jego wierze. <<

No ok. Człowiek potrafi tak zamotać, że i tak wyjdzie na swoje. Ale... Co jeśli chodzi o Ateistów? Albo ludzi wierzących w Latającego Boga Spaghetti (RAMEN BRACIA!)? Oj... Będzie się działo.
I do cholerci ciekawe co mi się ukaże? Znając moją inteligencje, to będzie tam tylko Wielka, Czarna Dziura, w skrócie WCD.
Zawsze mogą zafundować nam film w 3D pod nazwą "Najazd Kosmitów".
Ale i tu mam słaby punkt.
Pytanie finałowe:
W jak długim czasie ludzie zorientują się, że to bujda, przyjmując (choć to pewna pewność), że śmiercionośne lasery (będące hologramem) nie będą w stanie niczego zniszczyć, a i kosmici będą jacyś tacy... nie dotykliwi? (Słowo niedotykani jakoś mi tu nie pasowało).
Odp:
a) 12 h
b) 1 dzień
c) 2 dni
d) 3 dni.

Więc... Jakoś tak nie widzę sensownego wytłumaczenia zaistnienia tego spisku.

Następny punkt: Chemtrails.

Jestem kiepską fizyczką i jakoś te tematy mnie nie kręcą, ale o ile mi wiadomo, jak jakiś samolot leci, to coś tam się w nim spalać musi, a jak ta para (lub jak to tam inaczej nazwać) wydostaje się na zewnątrz (bo wydostać się musi, żeby wielkiego BUM nie było), to się skrapla i tworzy coś na kształt chmury. A że samoloty zazwyczaj lecą w linii prostej od pkt. A do pkt. B, i w barach nie są aż tak wielkie, by całe niebo zająć, to później pozostają po nich długie, białe obłoki. 
Nie wierząc w moje wytłumaczenie, to mogę zaoferować opcję, że PKS-y też są w ten cały spisek włączone, bo jak się tuż za nimi jedzie, to widać szarą chmurę wydobywającą się z rury wydechowej. W dodatku chmura ta capi tak, że natychmiast okna w samochodzie otworzyć trzeba, bo inaczej wymioty gwarantowane.
A że chmury czasami dziwnie wyglądają?
Odkąd pamiętam, na niebie czasami pojawiały się, pojawiają się i za pewne pojawiać się będą dziwno kształtne obłoki. Tam u góry nie ma żadnej formy na tego typu skupiska skroplonej pary wodnej, żeby co dzień, wyglądając przez okno, widzieć obłoki o rozmiarach 12x14x82. A jeśli by tam mieli takie coś, to bym była bardzo zła, bo szybko zrezygnować bym musiała z wysiadywania godzinami na łące i patrzenia się w niebo. 

I teoria spiskowa no 4: "W 43 s. słychać strzały", czyli Spisek Smoleński.
Do dziś jak wychodzę na zewnątrz i widzę mgłę, to się staram wzrok wyostrzyć, bo wiem... wiem, że gdzieś tam za krzakami stoi banda Rosjan i mi tu brudzi na mojej wsi. 
No i ta tajemnicza ręka, która macha do kamerzysty...
Moja odpowiedź?
Buahahahahahahahahahahahahaha...haha...haha... 
Żeby ludzkiej ręki od gałęzi nie odróżnić, to już trzeba być albo ślepym, albo całkowitym ignorantem, który widzi to, co chce widzieć.
Ten filmik krążący po necie w tamtym okresie... Nie wiem, ale jakby tego nie przybliżali, nie brali na podczerwień, albo co innego, to i tak nie widziałam tego, co prawdopodobnie powinnam zobaczyć. 
No dobra... W sumie to ja tu noszę okulary. Mea culpa!

Nie wiem... Może to ja już jestem tak na maxa osobą nie wierzącą, że takie teorie mnie nie powalają, ale...
Ludzie... Ogarnijcie się, bo inaczej będziemy się bać w własnych domów wychodzić, bo a nóż za rogiem naszego domu czekać na nas będą panowie w czarnych garniturach, z czarnymi okularami i mrygający nam czymś po oczach z kwestią, że to wszystko się nie wydarzyło, a nasze życie to wyłącznie sen... zły sen...

czwartek, 12 lipca 2012

Nie jest źle, bo przecież kiedyś...

Może się to wydać dziwne. Ba! Na pewno takie się to wyda. W końcu żyjemy w czasach, w których dotykanie spraw tabu równa się z naumyślnym zgłoszeniem się na lincz i wetknięcie na bambusowy kij!
Zdarza się... Trzeba czasami wetknąć kij w mrowisko, choćby tylko po to, by zobaczyć, czy mrówki nadal zachowują się w taki sam sposób jak kilka miesięcy wcześniej.
Więc wtykam ten kij, tylko że... tak delikatnie z boku. W końcu samobójczynią nie jestem.

Zacznę więc od tego, że wraz z wiekiem  na człowieka spada coraz to więcej problemów i to problemow z każdym rokiem coraz bardziej poważnych.
Ktoś pewnie powie, że nic nadzwyczajnego, że przecież życie na tym właśnie polega, by te problemy pokonywać. Kolejne gadanie z cyklu: życie jest piękne, a te złe chwile są tylko po to, by jeszcze bardziej nas uświadomić, że życie jest piękne.
Jaki jest sens w takim stwierdzeniu?
Moim skromnym zdaniem, żaden. Ale nie o tym chciałam teraz pisać.
Wracam więc do przerwanego wątku...
Mam już te swoje dwadzieścia...coś lat i... zjechaną psychikę. Znaczy nie wykryto u mnie żadnej paranoi (depresja dwubiegunowa to nie paranoja) i ogólnie IQ mam w normie, a nawet w tej lepszej połowie normy.
Mam znajomych, mam rodzinę, mam nawet szynszyla... Jest jak jest... Ale... dla mnie ta sfera zewnętrzna ma niewielkie znaczenie. Jakbym chciała, to i by mnie ludzie na rękach nosili, pisząc pieśni chwalebne na mój temat. Bo tą sferą zewnętrzną można kierować i układać ją tak, jak się tego chce.
Ale to, co jest wewnątrz nas... Te myśli, marzenia, pragnienia... To żyje swoim własnym życiem. Ktoś tylko kiedyś popchnął je w jednym z dwóch możliwych kierunków o nazwach: pesymizm i optymizm, i jakoś to się toczy.
Mnie ktoś nie tylko pchnął, ale nieomal wyrzucił na autostradę płaczu i strachu.
Mogłabym się teraz rozwodzić nad tym, kto za to wszystko jest winien, a kto nie, ale i to nie jest tematem mojego postu.

Mam w swoim życiu problemy i nie różnie się pod tym względem od was wszystkich.
Różnie się od was w inny sposób.
Jeden człowiek, patrząc na swój problem, myśli sobie: "Jakoś to będzie". Inny myśli: " Damy radę! Kto jak nie ja!". Jeszcze inny próbuje w zupełnie inny sposób sprawić, by w jego własnych oczach kłopot ten zmniejszył się do mikroskopijnego rozmiaru.

Jak ja sobie radzę z tym wszystkim?
Stoję, patrzę na mur, bądź też przepaść, który się przede mną pojawia i myślę sobie:
"Nie ma co się zamartwiać. Przecież kiedyś odejdę z tego świata i wszelkie te problemy skończą się raz na zawsze". I o dziwo, jakoś tak raźniej się wtedy czuję.
Bo taka jest prawda.
Każdy problem, każdy ból, każdy strach, każda rozpacz minie... Przestaną mieć one dla nas jakiekolwiek znaczenie. Bo człowiek nie będzie potrafił się martwić, gdy jego świadomość zniknie raz na zawsze.
Czujecie to?
Po prostu was nie ma. Nie ma tego wszystkiego, co wciąż wyciskało z was litry łez. Nie ma tego, z czym walczyliście przez całe swe życie. Nie ma już żadnych pagórków ani gór, pod które musieliście wchodzić, by ostatecznie przekonać się, że dalej są kolejne góry i to o niebo wyższe.
Czy dla tak wspaniałego uczucia, a raczej braku jakiegokolwiek uczucia, nie opłaca się pocierpieć przez to całe swoje życie?
I czy człowiek byłby szczęśliwy wiedząc, że jest nieśmiertelny?
Czy w sumie śmierć nie jest wybawieniem?
Na prawdę się cieszę, że kiedyś zamknę oczy raz na zawsze... I tylko ta myśl daje mi siły do dalszego życia.
Paradoks? Może i paradoks, ale cholernie prawdziwy.

niedziela, 1 lipca 2012

10 prawd każdego kierowcy

1. Nikt kierowcą nie wmówi, że zielone jest zielone, a żółte - żółte. Dla nich zawsze, ale to zawsze żółte jest zielone. Taki kierowczy daltonizm.
2. Kierunkowskaz zawsze włącza się w ostatniej chwili. A nóż-widelec jeszcze zmienić zdanie się może. Po co potem mieszać w głowie kierowcy jadącemu z tyłu.
3. Ograniczenie prędkości w terenie zabudowanym do 50 km/h obowiązuje jedynie pieszych, rowerzystów i kierowców fiatów 126p.
4. Winne są zawsze obie strony: rowerzysta i pieszy. Kierowca samochodu nigdy, ale to nigdy nie popełnia błędu.
5. Na przejściu dla pieszych obowiązuje zasada: kto pierwszy ten lepszy, pod warunkiem, że siedzi on w samochodzie.
6. Kierowca w rozmowie z innymi kierowcami używa mowy dźwiękowo-migowej, czyli klaksonu i wyprostowanego, środkowego palca u dłoni.
7. Na sąsiednim pasie nigdy nie ma zbyt małej ilości miejsca, by się tam wcisnąć. Nawet, jeśli wymusi się pierwszeństwo.
8. Kierowca nigdy nie wymusza pierwszeństwa. Kierowca chce się pochwalić innemu kierowcy jaką ładną naklejkę ma na tyle.
9. Najczęstszą przyczyną kolizji jest niewytłumaczalne, niewyobrażalne i nagłe wtargnięcie czegoś lub kogoś na ulicę. Nawet jeśli jest to inwalida, drzewo, albo to coś, co rozbiło cały przód auta i uciekło.
10. Ten kto ma prawo jazdy jest władcą i królem nie tylko drogi, ale też parkingów, poboczy, parków i każdego miejsca, gdzie można się wcisnąć autem.

I nigdy chyba nie zostanę kierowcą :)